| IV Mistrzostwa TP w Zielonej Górze 2010 | | Drukuj | |
| Wpisał: remik | |
| 27.05.2010. | |
|
Pierwszą próbą przed jaką musieli stanąć uczestnicy spotkania było odnalezienie i dotarcie do hotelu. Niby proste, jednak każdy miał z tym mniejsze lub większe problemy;-). Miejsce noclegu głęboko ukryte w lesie, co w połączeniu z remontem drogi, zmuszało przybyszów z poza Zielonej Góry do zaciągania języka u tubylców. Wszyscy dotarli i mogliśmy się spokojnie raczyć złocistym napojem w barze…
Czytaj więcej...
W sobotę rano pobudka... Tym razem nie było wielkich opóźnień, więc po krótkim otwarciu imprezy wyruszmy na pokaz stunta. Naszym oczom zaprezentował się Piotr Piotrowski. Widziałem na żywo coś takiego pierwszy raz i jeszcze jestem pod wrażeniem. Pokaz został zakończony efektownym tańcem z moto (gość chodził a motorek tańczył wokół niego), połączony ze spaleniem gumy i chyba nie tylko…
Kolejny wyścig to quady, trasa nie należała do najłatwiejszych i kilka razy czterokołowiec, prowadzony przez rasowych motocyklistów, nie chciał wykonać zakrętu zgodnie z oczekiwaniami;-)). W tej konkurencji wzięły udział także panie. I najbardziej oczekiwana przeze mnie dyscyplina, czyli żużel. Jazda w naszym wykonaniu, dość znacznie odbiega od tej jaką możemy oglądać w TV. Każdy jednak walczył na torze jak mógł. I nie czas się liczył w tej konkurencji, a styl i opanowanie tego sprzętu, który pozbawiony jest kilku dźwigni, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Brak hamulca i dźwigni zmiany biegów ma pomagać w opanowaniu jazdy ślizgiem. Jak się okazało brak hamulca był skutecznym hamulcem do tego, aby wykorzystać moc i możliwości takiego małego motorka;-)) . Popis Jarka na zakończenie sesji żużlowej, zapewnił nam nie tylko stertę kurzu we włosach i zębach, ale także wytyczył nam kierunek w jakim mamy dążyć w ujarzmianiu żużlówki. Za rok pewnie będziemy poczynać sobie odważniej…. W czasie rozgrywania wszystkich konkurencji mogliśmy potaplać się w błotku autem 4WD.
Po zmaganiach w pyle i kurzu wracamy do hotelu, prysznic i wieczorem czekało nas podsumowanie imprezy i rozdanie nagród. Medaliści byli dekorowani przez Andrzeja Huszczę, wielokrotnego żużlowego mistrza Polski. Wieczór umilała nam zielonogórska kapela bluesowa (niestety nazwy nie pamiętam), zagrali kilka swoich kompozycji oraz mnóstwo klasyki bluesowej. Takie zakończenie motocyklowego dnia bardzo pasowało do klimatów z jakich znanych jest Leszek, siła napędowa spotkań w Zielonej Górze. W tegorocznych planach jest jeszcze jeno spotkanie motocyklistów TP, jednak ja już czekam na kolejną imprezę na Ziemi Lubuskiej. Nic to, że już dziś wiem co mnie tam spotka. Właśnie dlatego nie mogę się doczekać!
Remik |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Popis Jarka - SZACUN!!!
IV odsłona najciekawszej propozycji zlotu motocyklowego pracowników TP! Crossy, stunt, żużel, quady, samochody terenowe! A wszystkim tym można pojeździć i wszystko to można popsuć! ;-) Na przykład tym razem zatrzeć crossa, upss.. ;-) Administratorzy strony Motocyklisci.Net mają wielką nadzieję, że zloty w Zielonej Górze będą przez długie lata obecne w kalendarzu imprez sportowych TP :)
Zespół nazywał się INSTANT BLUES [www.myspace.com] i stanowił fajną atrakcję, chłopcy naprawdę się liczą na tym rynku. Szczególne pozdrowienia dla gitarzysty - niepozornego kolo w okularkach ... ale z jaką techniką!! pozazdrościć. MW.
Fajna impreza Do tego Filmiki i zdjęcia zapewne w pełni odzwierciedlają świetna zabawę .
Szerokości !
heh Qzyn zachwalasz jakbys byl tam miod i piwo pil:-))))))))))))))))))))))))))))))))))
Po raz kolejny miałem okazję zapakować swoje cztery litery na moto i wyruszyć do Zielonej Góry. Tym razem już z grubsza wiedziałem czego się spodziewać i na co mogę liczyć po przyjeździe. Po raz kolejny się nie rozczarowałem. Oprócz znanych atrakcji z lat ubiegłych czyli quadów, crossówek, taplania się w błotku na 4WD oraz żużla, organizatorzy w tym roku dorzucili do pakietu atrakcji pokaz stunta, a także zaplanowane było rozpierdzielanie katamaranów. Dlaczego napisałem „było zaplanowane” o tym później..
Po pokazie siadamy na nasze sprzęty i ruszamy na znane wszystkim krossowisko. Tu mamy do rozegrania zawody, bądź co bądź są to Mistrzostwa Motocyklowe, oraz atrakcje dodatkowe. Zawody były rozgrywane w trzech kategoriach: przejazd crossem na czas, trasa to pełne koło po torze. Podobno zawodowcy pokonują tą trasa w jakieś 2 minuty, nasze czasy oscylowały w okolicach 4 min. Każdy zsiadał z wypiekami na twarzy i trzęsącymi się rękoma. Motorki były narowiste, a trasa wymagająca, więc po jej przejechaniu niektórzy mieli w zębach trochę piachu. Na szczęcie zatarcie jednej z maszyn nastąpiło dopiero na koniec imprezy….
Atrakcją końcową miało być pozbawienie zdolności jezdnych dwóch aut. Pokaz zaczęli Jarek i Diabeł, lekcja poglądowa wypadła znakomicie, kilka obcierek, kilka piruetów. Następnie do boju ruszyły nasze panie. Starcie pierwszej pary przypominało delikatne pieszczoty i widownia domagała się więcej „krwi”. Następna para chyba zbyt dosłownie wzięła sobie oczekiwania publiki i dziewczyny zapomniały, że w kolejce za nimi jest jeszcze paru chętnych. Dwa porządne wjazdy w kufer skończyły się urwanym wahaczem i marzenia wszystkich o samodzielnych crash-testach zostały zakończone.